Przepraszam, ale mam inne zdanie

Przepraszam, ale mam inne zdanie

W sumie, to nie lubię też Doctora Who, czy ostatniego objawienia wśród moich znajomych - serialu Penny Dreadful.

Zanim zaczniesz pisać pełen oburzenia komentarz o tym, jak bardzo nie mam racji, chciałabym, żebyśmy trochę porozmawiali. O tolerancji, uszanowaniu opinii innych, a przede wszystkim o tym, że możemy się różnić. I że to jest fajne. :)

Choć wielu z Czytelników zarzeka się, że "oni to nie geeki", lubię myśleć o ludziach z konkretnymi, podobnymi do moich (lub szerszymi!) zainteresowaniami jak o pewnej subkulturze: dla łatwiejszego opisywania natury wszechświata nazwijmy ją geek-subkulturą, dobrze? ;) Trochę o tym możesz poczytać na przykład w tym tekście:

→ Czytaj również: Dumna z bycia geekiem

Ale do rzeczy. Dążę do tego, że jesteśmy - my jako pewien zbiór jednostek - grupą bardzo niejednolitą. Jeden lubi komiksy, inny gadżety, a jeszcze inny filmy klasy Z. Łączy nas podejście do świata, dziecięca ciekawość i chęć eksploracji tego, co nieznane. Do czasu.

Do czasu, aż ktoś będzie miał inne zdanie na temat czegoś, co w powszechnej świadomości "środowiska" powinno być dziełem totalnym.

Jak Strażnicy Galaktyki. Jak The Last of Us.

Wpis powstaje, ponieważ dzieląc się - offline czy w sieciach społecznościowych - moją opinią o Strażnikach, spotykam się wręcz z ostracyzmem. No bo jak można się nie zachwycać, no bo to przecież świetne kino, no bo przecież komiks...

No właśnie można. Nie mam mocnego podłoża komiksowego, ta gałąź geek-kultury z różnych względów jest mi zupełnie obca, więc nie łapię nawiązań do komiksu. Nie podnieca mnie - a wręcz więcej, przeszkadza - totalna abstrakcyjność "tych-złych", którzy są komiksowi do bólu, ale w tym złym, kojarzącym mi się ze slapstikowymi filmami klasy Z stylu. Nie widzę tam Gwiezdnych Wojen (sorry), może trochę starego Star Treka, którego szczerze nie cierpię. Film jest poprawny, śmieszny, ale nie nazwałabym go najlepszym filmem Marvela czy najlepszym filmem tego lata.

The Last of Us też nie zachwyciło mnie niczym - tak, sama byłam zdziwiona. Po prostu, z jakiegoś powodu, gra do mnie nie trafiła.

Nie rozumiem tylko, dlaczego to taki problem. Szczycimy się, że mamy rozległe zainteresowania, lubimy o sobie myśleć trochę w opozycji do innych, a nie potrafimy przyznać innej osobie prawa do opinii, która jest niezgodna z ogólnie przyjętym kanonem. Dwa przytoczone przeze mnie tytuły są chyba najbardziej jaskrawe, ale nie są wyjątkiem od reguły. Strach pomyśleć, co by się stało, gdybym przyznała się do znudzenia Gwiezdnymi Wojnami czy nieznajomości Firefly...

Czy w takim razie znana marka, duża ilość wpompowanej w projekt kasy i wysokie noty recenzentów od razu mają oznaczać, że produkt (film/książka/whatever) musi się podobać wszystkim? Bo jeśli tak, to Hollywood znalazło przepis na 100% sukces i niezależne projekty powoli wymrą... Chyba w to nie wierzysz, co? ;)

Myślę, że nie ma jednego wzorca zainteresowań i upodobań, bo każdy z nas jest inny, podobają mu się inne rzeczy. A przynajmniej chciałabym, żeby tak było.

Chciałabym też, żebyś rozumiał/rozumiała innych. Nie chodzi o niewyrażanie swojego zdania; wręcz przeciwnie - chodzi o nieodrzucanie zdania innych. O dobrą, konstruktywną dyskusję, a nie autorytarne sądy: "bo przecież to jest świetne i basta!" Różnijmy się od siebie, bo to właśnie jest w nas najpiękniejsze. ;) I potrafmy o tym dyskutować!

W zasadzie, wiesz co? Chętnie poczytam w komentarzach, czego Ty nie lubisz z geekowego kanonu. Nikt tu Cię nie będzie oceniał ani krytykował, także liczę na naprawdę grube kąski! Możesz też wrzucić coś w drugą stronę, czyli przyznać się do uwielbiania czegoś, co powszechnie uważane jest za straszny crap.

Że to straszny obciach? No problem, zacznę sama. Uwaga: Uwielbiam film (tak, film, nie książkę) Królowa Potępionych.

Aaaaand fight! ;)

40 Responses
  1. To ja chętnie wrażę kij w mrowisko. Nie łapię zachwytów nad “Supernatural”, House jest chamski i wybitnie nieśmieszny, a Hannibala wolałam w wykonaniu sir Hopkinsa. Czy raczej: o ile Mikkelsen daje rade, o tyle Dancy doprowadza mnie do furii. Tak samo nie czaję fenomenu “How I Met Your Mother”.
    Uwielbiam za to: “Doctora Who”, “Sherlocka”, “The Big Bang Theory” :)

    1. Supernatural, House – TAK! Hannibala lubię, ale uważam finał drugiego sezonu za tragicznie zły (to też niepopularna opinia). A Twoich uwielbianych nie ma się co wstydzić. ;)))

    2. Też nie rozumie tych zachwytów nad “How I Met Your Mother” – dla mnie nie ma w nim nic ciekawego. Tak samo z “IT Crowd”, i z paroma innymi serialami która trzeba oglądać, żeby nie zostać wyrzuconym ze stada ;)
      Za to “Little Britain”, mógłbym oglądać bez końca – bardzo lubię ten serial :)

  2. Nie lubię masy geekowskich rzeczy. Doctor Who, Supernatural czy StarTrek to dla mnie niezdatne do oglądania wytwory. Big Bang Theory po jednym sezonie jest wtórne do bólu, a Sheldon jest co najwyżej irytujący :D Nie znoszę MOBA jako gatunku gier komputerowych.

    Też uwielbiam Królową potępionych (Ten Soundtrack!),

  3. Ze mnie znawca Marvela jak z koziej dupy trąbka ale podejrzewam, że Strażnicy Galaktyki to może być najbardziej Marvelowski film Mervela. Oglądało mi się bardzo przyjemnie bo to fajna komedia, zjadłem wielkie wiadro popcornu, wypiłem hektolitr coli, nie posikałem się. Seans uważam za udany, ale do najlepszego filmu Marvela brakuje mu właśnie tego co sprawia, że film jest dobry. :)

    Co do “wstydliwych rzeczy których się nie wstydzę” to moim ulubionym dinozaurkiem jest Stegozaur (mam z takim kubek!), uwielbiam filmy klasy XYZ i zbudowałem w Minecrafcie wyświetlacz 7-segmentowy z 256 bajtowymi bankami pamięci :P

  4. To może ja – absolutnie nie trafiają do mnie wspomniane Gwiezdne Wojny (filmy) i nie rozumiałam nigdy, co w nich takiego wspaniałego – zwyczajnie mnie nudzą, a mam drugą połowę ultrafana, więc się trochę chowam :)

    A z takich obciachowych, to mogę powiedzieć, że łykam ze smakiem niemal wszystko, co jest jakoś związane z wampirami. Bo wampiry są już teraz obciachowe, nie?

  5. jeszcze Strażników nie widziałam, aczkolwiek teraz zachęciłaś mnie jeszcze bardziej do obejrzenia!
    ja też jestem kompletnie niekomiksowa, nie lubię Star Treka wcale, a Sapkowskiego jeszcze mniej – od niepamiętnych czasów ludzie, których spotykam robią :O na to, że nie jestem w stanie czytać Wiedźmina. W tej chwili nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale zapewne coś jeszcze by się znalazło. Jak sobie przypomnę to napiszę :D
    Plus podobnie jak koleżanka niżej uwielbiam wampiry i łykam prawie wszystko ich dotyczące, nawet gorszej kategorii – dlatego Królowa Potępionych na zawsze będzie miała super ciepłe miejsce w moim serduszku wraz z Wywiadem z Wampirem, który był jednym z pierwszych filmów które pamiętam z dzieciństwa w całości i ciągle wielbię. Książek natomiast już bym nie mogła powtórzyć, bo zapewne zespułabym sobie o nich zdanie. <3

      1. Już wiem co będę czytać po powtórzeniu HP i przerobieniu jakieś profesjonalnej lektury, hihi. Pozdrawiam również serdecznie!

  6. Ja nie ogarniam ogólnie geekowskiego środowiska. Gwiezdne wojny – ok, są fajne. Star Treka zupełnie nie ogarniam, Big Bang Theory i HIMYM to ogladałem tylko mimochodem, jakoś nigdy się nie zagłębiłem w ich fabułę. Batmana i Spidermana to pamiętam z filmów animowanych i one mi się podobały (może dlatego, żem gówniarz wtedy był). Z komiksów bardzo dobrze wspominam Watchmenów (przeczytałem przy okazji filmu – świetny dla mnie). Trylogia Iron Mana – ok, ale mnie nie porwało. Co jeszcze można wymieniać… Nie mam pojęcia. :)

  7. Ty nie “czujesz” Star Warsów czy Doctora a wyobraź sobie że ja (patologiczny serialoholik o ile ma to jakiekolwiek znaczenie) nigdy nie ogarnąłem fenomenu Lost’a. Sam nie wiem czemu…Nie trafił do mnie… Natomiast jestem prawdziwym Fanboyem Tarantino. To taki twórca którego albo wielbi albo nienawidzi więc chyba spełnia kryteria…

    1. E tam, Lost był pierwszym takim serialem, po którym zaczęliśmy się serialami interesować – miał prawo się nie podobać, bo jeszcze ciągle nie był to poziom dzisiejszych seriali. A Tarantino – kocham! :D

      1. Ten temat zostal juz poruszony, prosze nie uogólniać- moze twoje pokolenie zaczelo sie interesowac serialami po obejrzeniu Lostwow, ale dla sporej ilosci serialoholizm istnial znacznie wczesniej.

        Caly wpis traktuje/odbieram jaka osobista odpowiedz autorki na niezruzumienie jej punktu widzenia i ‘ostracyzm’ z jakim sie spotkala na innych portalach.

        Spolecznosc geekowska juz tak ma – musisz miec gruba skore i umiec bronic swojego zdania ;)

        Po filmie niczego nie oczekiwalam i chyba dlatego mnie pozytywnie zaskoczyl. Zdecydowanie najlepszy film z gatunku ‘Super Heros w ataku’ jak widzialam od dluzszego czasu.

        I am GROOT!

        1. Moje pokolenie? ;) Mam wrażenie że raczej jesteśmy w takim samym wieku. Serialoholizm istniał, ale na niszową skalę, ja mówię o skali masowej – dla mnie Lost jest początkiem szału serialowego – dla mojej mamy, teściowej i koleżanki z podwórka, która wcześniej widziała głównie Klan albo podglądała piąte przez dziesiąte Ostry Dyżur.

          Dobrze odbierasz mój wpis, bo to mój blog i jak mnie coś wkurza/zachwyca/whatever, to o tym tu piszę, po to to jest. ;)

          I tak, społeczność tak ma, jak wszyscy pasjonaci chyba. Jesteśmy nieuleczalnymi przypadkami. ;)

          1. Wiem, ze mlodo wygladam ale jestem pokoleniem He Mana, SW, Twin Peaks, Herculesa,Xeny i Stargate ;)
            W moich czasach bycie geekiem nie bylo modne.

          2. No ja oglądałem jeszcze Załogę G czy Było Sobie Życie ale zgadzam się, że serialowa rewolucja zaczęła sie wraz z Lostami. Nie przepadałem za nimi ale uznaję ich wkład. Nikt nie mówił, że przed nimi nie było seriali i sie seriali nie oglądało.

  8. Dr Who osobiście bardzo lubię, ale pierwsze sezony nowej serii były trochę “kiczowate” i nie każdemu mogło podejść, ale kto jest na bieżąco z pewnością wyczekuje kolejnego sezonu. Penny Dreadful natomiast ma bardzo różne odcinki, jedne bardzo przynudzają, inne nawet dają radę.
    Jeśli o mnie chodzi to zupełnie do mnie nie trafiają takie seriale jak Lost, House of Cards czy też Hannibal.

  9. Jako że hipsterzy, młodzi gniewni i inny buntownicy coraz częściej obnoszą się ze swoją innością jak pawie (bo to takie modne mieć inne zdanie “patrzcie na mnie jestem inny”), coraz częściej widzę że ludzie po prostu nie mają ochoty brnąć w dyskusje bo już mają dosyć wciskania im w twarz inności. Ogólnie dyskusje o różniących się gustach są nieco bezsensowne. Mogę powiedzieć koledze, że coś mi się nie podobało co on uwielbia, ale nigdy nie będę z nim dyskutował na temat jego gustu.

    1. Tak, masz z tym trochę racji – dziś kiedy ktoś jest w kontrze, od razu zarzuca mu się, że jest w kontrze dla lansu. A tak naprawdę, ile ludzi, tyle opinii. I ma prawo nie podobać mi się coś, co inni uważają za arcydzieło.

      1. No… Ten wpis to tylko “Nie lubię tego popularnego wszystkiego, co wszyscy lubią”, ale fajnie by było, gdyby towarzyszyła temu mini-recenzja. Bo nie wiemy dlaczego nie lubisz Guardiansów czy The Last of Us : )

        1. Ale napisałam, dlaczego średnio podobali mi się Guardians of the Galaxy (nigdzie nie powiedziałam, że ich nie lubię). To tylko jaskrawe przykłady, nic więcej, dlatego nie ma tu recenzji.

          I ten tekst nie jest o grze, ani o filmie. Ani bynajmniej o tym, że nie lubię tego, co wszyscy lubią. Jest o tym, że warto na ten temat dyskutować, a nie z góry krytykować.

          1. Jasne, ale można po prostu to napisać (że się średnio coś podobało, albo w ogóle), to by był dobry start do dyskusji. Ale bez tego podkreślania: “Sorry, ale mam inne zdanie niż wszyscy”.

          2. Ale ja to napisałam. ;) I nigdzie nie napisałam, że mam inne zdanie niż wszyscy. ;) Pokazałam tylko dwa jaskrawe przykłady powszechnie uwielbianych produkcji, które podeszły mi średnio albo wcale.

            Podobno, jeśli ktoś nie rozumie czegoś tak, jak autor miał to na myśli, to wina autora – tak więc wypada mi przeprosić, jeśli zrozumiałeś tekst opatrznie. Bo zdecydowanie zrozumiałeś – i tekst, i intencje. ;)

  10. Sorry, napiszę sobie to i tamto, mniej lub bardziej kontrowersyjnie, ale nie podam żadnych argumentów. #streszczeniepowyższegotekstu

  11. Dla mnie Strażnicy to najlepszy marvelowski film – obok nowych Xmenów. Postacie są naprawdę fajne, kibicujemy wszystkim. Ścieżka dźwiękowa idealnie dopasowana. Nie ma chwili nudy. Tyle, tylko tyle i aż tyle :P Ogólnie komiksowe filmy oceniam inną miarą, niż… nie wiem, 12 years a slave. To się ma po prostu “fajnie” oglądać, nigdy nie wyjdzie z tego nic ambitnego.

    The Last of Us też niektórzy lubią tylko dlatego, że wypada. Mnie najbardziej zafascynował fakt, że to pierwsza gra, w której zabijanie wzbudzało we mnie autentyczne odruchy “Ale ja nie chcę tego robić…”, plus świetna gra aktorska.

    Ale np. nie udzielił mi się hype na GTA5. Ot, bardzo fajne filmiki, humor w scenkach, ale już gameplayowo to mnie zanudziło prawie na śmierć.

  12. W pełni rozumiem. Ja jakoś jestem odporny/uczulony na serie typu GTA, czy AC i podobnie, jak mówię, że zupełnie mnie nie interesuje data wydania/nowa wersja etc. ludzie patrzą na mnie jak na idiotę. Potrafię jednak zrozumieć tą drugą stronę: ktoś, kto miał być prawie że lustrzanym odbiciem nagle okazuje się, że jednak nie jest. Wydaje mi się, że późniejszy dystans, pretensje wynikają z szeroko pojętego poczucia zdrady. I tyle :)

    @system komentarzy: dlaczego muszę sprzedać duszę jakiemuś “disgus”, żeby zalogować się i skomentować facebookiem? ;_____;

  13. “znana marka, duża ilość wpompowanej w projekt kasy i wysokie noty recenzentów”
    Heh, tani chwyt – nie podoba Ci się film, to od razu przypisujesz mu, że jest komercyjną papką. Zaakceptuj fakt, że znajomym się podoba, że oni chcą pogadać i pojarać się tym we własnym gronie, że ich Twój głos “nie podoba mi się, bo…” zupełnie nie interesuje! Oni znaleźli coś, co sprawia im wielką frajdę, nie odbieraj im tego, nie rób z siebie primadonny i nie mów “a mi się nie podoba!”. O gustach się nie dyskutuje, a jak jakiś utwór wywołał w kimś silne (pozytywne) emocje, to pewnie ostatnią rzeczy jaką ta osoba chce robić, jest rozbieranie dzieła na czynniki pierwsze i analizowanie co było dobrze, a co nie.

    1. Po pierwsze, wskaż mi proszę, gdzie napisałam, że film mi się nie podoba.

      Po drugie, wskaż mi proszę, gdzie napisałam, że film jest komercyjną papką.

      Po trzecie, ja się ze swoim nielubieniem nie narzucam znajomym, nie wpadam w środek ich dyskusji mówiąc “A MNIE SIĘ NIE PODOBA, WSZYSCY JESTEŚCIE DEBILAMI!”, tylko wyrażam swoje zdanie kiedy ktoś mnie zapyta. Albo na swoim, własnym, prywatnym profilu w socialu. I od razu dostaję metaforycznego kopa w twarz, bo JAK ŚMIEM MÓWIĆ, że film/książka/whatever jest zła, przecież jest ZAJEBISTA! No właśnie może nie byc, bo nie musi mi sie podobać. Fajnie o tym pogadać, a jeśli nawet nie, to przynajmniej nie wyrażać autorytarnych sądów na temat gustu osoby drugiej. I o tym jest ten tekst.

  14. Fajnie przeczytać, że są jeszcze ludzie, którzy nie boją się przyznać, że mają inne zdanie. Osobiście nie zgodzę się z tobą co do TLoU, a na seans Strażników czekam, jak na dziecko na Gwiazdkę, ale doceniam szczerość. Tak to już jest, że ktoś lubi ogórki, ktoś woli ogrodnika córki, a ktoś inny wybierze to i to.
    BTW Królowa Potępionych strasznie ssie. ;)

  15. Jak można nie lubić “starego” Star Treka? (tu wpisz sobie 4 strony maszynopisu bluzgów] – normalnie unfollow, wywałka z rssów, unlike na fejsie…

    Żartowałem – ja nie przepadam za to za Gwiezdnymi – ale oglądanie ich z Juniorem i tłumaczenie mu wszystkiego od polityki do technologii (że o wspólnym budowaniu lego nie wspomnę) przekonało mnie do tego uniwersum, choć nadal wole technobełkot trekowy :)

    A co do strażników – jeszcze nie widziałem, ale zakładam, że CGI i dialogi będą świetne, reszta – przyzwoita. Zobaczymy w niedzielę, jak młody wróci z wypoczynku i kino nawiedzimy.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.