Mimo, że na Life Geeku uczę przede wszystkim pracy z narzędziami elektronicznymi, jak Nozbe czy Evernote, to jednak w moim codziennym planowaniu i organizowaniu się często korzystam również z papierowych form.

Jak to pogodzić i dlaczego w ogóle warto to pogodzić?

O tym właśnie dzisiaj.

Moje papierowe zapiski są po części planowaniem, a po części prowadzeniem dziennika. Nie jest to absolutnie kolorowe szaleństwo jak BuJo czy typowy dzienny terminarz. To połączenie osobistych zapisków, pracy nad sobą, pomysłów na tematy, którymi chcę się zająć i podsumowań dnia.

Pomaga mi w tym też wyjątkowe narzędzie, o którym za chwilę.

Ale najpierw najważniejsze pytanie:

Po co prowadzić papierowy dziennik?

N/T/S, w którym prowadzę wszystkie zapiski

Nie wiem jak ty, ale ja w młodości prowadziłam typowy nastoletni dziennik o pierwszych miłościach, złamanych sercach, wzlotach i upadkach. Teraz, prawie dwie dekady później, wróciłam do niego, z nieco innym zamiarem.

Postanowiłam prowadzić dziennik, by nauczyć się lepiej skupiać na pracy i zrozumieniu samej siebie. Zręby tego systemu pojawiły się już dawno temu, bo od zawsze wykorzystuję papier, by zapisać:

  • od jednej do trzech najważniejszych rzeczy do zrobienia w ciągu dnia – niezależnie od tego, jakie priorytety mam aktualnie ustawione w Nozbe, osobno na kartce wypisuję te, które muszą być zrobione danego dnia i zajmuję się nimi w pierwszej kolejności. Robię to z samego rana, by przypomnieć sobie o najważniejszych zadaniach na dany dzień i nie rozpraszać się innymi, „wiszącymi” taskami. Tym bardziej, że w Nozbe mam wszystko – od pracy po zadania i przypominajki prywatne;
  • pomysły, przeszkadzajki i „pilne” (cudzysłów zamierzony), które wpadają do głowy w trakcie pracy, szczególnie podczas sesji skupienia, gdzie zależy mi na maksymalnej koncentracji i nie rozpraszaniu się głupotami. Wtedy każde takie „muszę” zapisuję sobie na kartce i wracam do niego po skończonym pomodoro. O „myślodsiewni” pisałam w tym artykule dotyczącym sztuczek związanych z prokrastynacją.

Czułam więc podskórnie, że zapisywanie rzeczy na kartce działa i nadaje dodatkową wagę temu, co jest zapisywane (i faktycznie, bo potwierdzają to badania), ale nie potrafiłam wykorzystać tego pomysłu szerzej.

Ale od kiedy powoli buduję swój poranny rytuał (o którym na pewno jeszcze będzie!), pojawiła się też potrzeba spisywania własnych przemyśleń i analiz planów i nastrojów na dany dzień. Taki moment podsumowania dnia wieczorem i zaplanowania dnia z samego rana, który odciąłby mnie od rozpraszającego komputera i pozwolił skupić się na własnych myślach.

Naturalny wybór padł na prowadzenie papierowego dziennika, a tuż po rozpoczęciu pisania w najzwyklejszym zeszycie papierowym – na N/T/S od Jacka Kłosińskiego. Projektując własny notes, Jacek w jakiś magiczny dla mnie sposób przewidział niemal wszystkie elementy, które w dzienniku chciałabym notować.

(Dodam na marginesie, że nie jest to recenzja notesu ani wpis sponsorowany przez Jacka, ale N/T/S i jego metoda odgrywa obecnie dużą rolę w tym, jak prowadzę swoje zapiski, więc będę się od czasu do czasu do niego odnosić)

Jak prowadzę papierowy dziennik?

Papierowy dziennik towarzyszy mi rano i wieczorem, czyli podczas podsumowywania dnia oraz jego planowania. W każdym z tych momentów ma pewne stałe elementy i moment na wyrzucenie z siebie wszystkich pomysłów i wniosków, jakie przychodzą do głowy – bez większej struktury i planu.

Pisanie dziennika rano

Podczas porannego planowania w dzienniku zapisuję:

  • 1-3 najważniejszych zadań w ciągu dnia – przeglądam Nozbe na dany dzień i decyduję, które z tych rzeczy powinny koniecznie zadziać się, by ten dzień był udany. Przy czym jeśli zadania są trzy, to jedno z nich jest zadaniem najważniejszym, takim „motywem przewodnim” dnia. Robię to po to, by w każdym dniu znalazła się przynajmniej jedna rzecz, która popycha moje ważne, ale niekoniecznie pilne plany do przodu (np. rozwój, bardziej strategiczne projekty). Wszystko dlatego, że mamy tendencję do niezajmowania się rzeczami pilnymi i trzeba sporo wysiłku, by wracać regularnie do rzeczy ważnych i niepilnych. Wychodzę z założenia, że popchnięcie ważnego celu do przodu w pół godziny da o wiele więcej, niż nie zajmowanie się nim wcale przez miesiąc;
  • temat danego dnia – eksperymentuję z dniami tematycznymi, a więc takimi poświęconymi wyłącznie na jedną rzecz – np. pisanie, nagrywanie, sprawy związane z konkretnym klientem. Na razie wychodzi to tak sobie, ale w dzienniku notuję „o czym” będzie to dzień;
  • nastawienie – pomysł przejęty bezpośrednio od Jacka. Chodzi o jedno zdanie, które podsumowuje nasz focus danego dnia. Jest mu gdzieś po drodze z afirmacjami, o których często wspominają kołczingowi guru, ale odarte jest z pompatycznego powtarzania sobie, że „Jesteś zwycięzcą” i „Jesteś miliarderem!”. Chodzi raczej o taktykę, plan, postanowienie dotyczące dzisiejszego dnia. Może to być oczywiście coś dotyczącego przyszłej kariery, np. „Jestem najlepszym programistą w mojej firmie” (jeśli czujesz, że to co może w czymś pomóc), ale ja wykorzystuję nastawienie do określenia idei, która danego dnia będzie przyświecać mi w codziennych obowiązkach, jak „Zajmuję się wyłącznie rzeczami, które są ważne”, „Jestem aktywna” itp.;
  • pisanie swobodne – rano, tuż po wstaniu w dzienniku zapisuję „co mi ślina na język przyniesie”, a więc swobodnie piszę o tym, co czuję, co muszę zrobić, jaki mam pomysł na rozwiązanie konkretnego wyzwania. Nie przejmuję się przepisywaniem tego do elektronicznych inboxów (na to przychodzi czas później), po prostu piszę, korzystając z chwili, kiedy nie podłączę się jeszcze na dobre do strumienia wiadomości z komputera. Znasz te momenty, kiedy rano pod prysznicem przychodzą do głowy super pomysły? Pisanie swobodne jest odtworzeniem tej metody i to bez moknięcia! ;)

Pisanie dziennika wieczorem

Wieczorny dziennik to podsumowanie tego, co udało się zrobić i jak minął mi dzień, a także przygotowanie na jutro. Oto rzeczy, o których piszę:

  • sukcesy – każdy ma jakiś sukces w ciągu dnia. Jeśli twoim sukcesem jest to, że wstałeś z łóżka – zapisz to. Tak samo, jak fakt, że pogłaskałeś dzisiaj dwa pieski albo że skończyłeś super-hiper-mega ważną prezentację na dany dzień. Sukcesy dają poczucie, że dzień był okej, nawet jak wcale taki nie był. I nie pozwalają się stoczyć prosto w typowe polskie narzekactwo;
  • wnioski – znów pomysł bezpośrednio od Jacka i oj, jaki dobry! Wnioski to moment na podsumowanie dnia, ale bardzo „meta”. Spoglądasz z boku na to, co dziś się działo, analizujesz i spisujesz w dosłownie kilku zdaniach. Co poszło dobrze? Co warto byłoby poprawić? Co zaobserwowałeś u siebie? Uwielbiam wnioski, a szczególnie wracanie do nich w podsumowaniach tygodniowych i (do tej pory raz) miesięcznych, kiedy jest czas na wdrażanie bardziej strategicznych zmian. Tym bardziej, że o wnioskach lubimy zapominać i następnego dnia zupełnie nie zdawać sobie sprawy, że powtarzamy te same błędy;
  • pisanie swobodne – druga część swobodnego pisania, w której skupiam się na dowolnych pomysłach i sprawach z całego dnia. Od pewnego czasu wieczorna sesja swobodnego pisania ma jeszcze jeden cel, który opisany został szczegółowo w tym artykule – by wyciągnąć na wierzch jeden konkretny pomysł, problem lub wyzwanie i pozwolić „przemielić się” temu pomysłowi przez noc. W sam raz na kolejną sesję porannego pisania swobodnego.

Wnioski z pisania dziennika przez 30 dni

Ta metoda towarzyszy mi od dobrego miesiąca. W tym czasie ulegała oczywiście zmianom (i na pewno jeszcze się zmieni), w miarę jak dowiadywałam się więcej o pisaniu dziennika oraz oczywiście po nadejściu N/T/S od Jacka.

Dzięki temu, że pisanie dziennika przeszło już ze mną 3 podsumowania tygodniowe i jedno miesięczne, mam kilka wniosków, którymi chcę się podzielić:

  • pisanie dziennika uspokaja – naprawdę. Pozwala wyrzucić sporo z głowy, szczególnie rzeczy, które nie mieszczą się konkretnie w ramy zadań na Nozbe czy pomysłów na Evernote. Mam wrażenie, że z systemem kalendarz-Nozbe-Evernote-dziennik naprawdę nie zostają mi w głowie już żadne pilne rzeczy do załatwienia, o których muszę pamiętać. To duża pomoc;
  • pisanie dziennika pomaga planować strategicznie – dzięki temu, że wyrzucam z siebie pomysły na kartkę, mogę je potem zamienić na konkretne zadnia w terminarzu. Wiele z nich wskakuje bezpośrednio do pracy na kolejne dni, część do parkingu, ale wiele z nich nie powstałoby gdyby nie moje sesje swobodnego pisania rano i wieczorem;
  • pisanie dziennika pozwala zastanowić się nad życiem i pracą – jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało, te kilka minut rano i wieczorem spędzonych ze sobą i swoimi myślami pozwala przeanalizować dzień, wyciągnąć wnioski lub zaplanować, jakie ważne rzeczy będziemy robić w ciągu dnia. Niby każdy w mniejszym lub większym stopniu robi to codziennie, ale z dziennikiem jest inaczej. Musisz wygospodarować czas, usiąść i przelać to, co myślisz na papier. Nadać temu formę, jednocześnie skupiając się na własnych myślach. To mocne ćwiczenie, gwarantuję;
  • pisanie dziennika generuje pomysły – moim największym osiągnięciem dziennikowym jest cykl webinarów „Ogarnięte Poniedziałki”, którego pierwszą odsłonę można było zobaczyć już w ten poniedziałek. Temat cyklicznych spotkań live wracał do mnie co chwilę i zazwyczaj w natłoku codziennych zadań nie miałam chwili, żeby o tym pomyśleć. Zapisywałam więc ten temat ciągle i ciągle, aż pewnego dnia wszystkie klocki powskakiwały na miejsce. Nie zawsze jest aż tak idealnie, ale pomysły przychodzą i tak, gotowe by je wdrożyć lub przepisać na później do Nozbe;
  • pisanie dziennika pozwala optymalizować i ulepszać życie i pracę tak, jak ty tego chcesz – często w pogoni za zmianami szukamy najskuteczniejszej metody organizacji pracy, wyrabiania nawyków, czy taktyk, które sprawią, że nasze życie będzie „lepsze”. A potem próbujemy bezmyślnie je wdrażać i naginać siebie do zasad. Dziennik pozwala analizować, co u nas działa, a co nie i te zasady naginać do nas – co jest zdecydowanie mądrzejszym sposobem na życie, moim skromnym zdaniem.

Prowadzenie dziennika – jak zacząć?

Prowadzenie dziennika możesz zacząć najprościej jak się da – weź długopis i notes, a potem po prostu zacznij. Nie musisz znać systemów, kupować flamastrów, plannerów, notesów – to rzecz wtórna.

Jeśli jednak chcesz spróbować z czymś bardziej uporządkowanym, to na początek polecam ci N/T/S, o którym wspomniałam wcześniej. Znajdziesz w nim elementy z pierwszej części tego tekstu, a także dodatkowo małą książeczkę z opisem metody. Plus przepiękny, minimalistyczny design i świetny papier.

Osobiście uważam, że dużą część mojego systematycznego podejścia do zapisywania rzeczy w dzienniku zawdzięczam temu, że uwielbiam wracać do notesu od Jacka. :)

Powodzenia w prowadzeniu dziennika – koniecznie daj znać, czy zdecydujesz się na takie rozwiązanie i jak się u ciebie sprawdziło!