Nie oszukujmy się – niemal KAŻDY z nas ma postanowienia noworoczne. Nawet, jeśli zapiera się, że nie. Magiczna data, przełom roku – któż oparłby się tej przepięknej idei rozpoczęcia wszystkiego od zera? Nie na darmo popularne hasło „nowy rok, nowa ja” odmieniane jest na początku roku przez wszystkie przypadki.

Podobnie było ze mną, przez wiele, wiele lat. Aż w końcu w zeszłym roku coś ruszyło. Zaczęłam odhaczać swoje postanowienia noworoczne ze stycznia 2018 jedno za drugim. Ostatecznie z 13 (!) postanowień udało mi się zrealizować aż 8. To ponad połowa całości i wzrost o 800% w stosunku do wszystkich poprzednich lat.

Dlaczego udało mi się w zeszłym roku, a nie udało wcześniej? Przede wszystkim, bo zdobyłam wiedzę jak dobrze planować, żeby swoje cele zrealizować. Ale też dlatego, że wyciągnęłam wnioski z wielu, wielu popełnionych błędów w poprzednich latach. Oto właśnie one – wraz z radami, jak łatwo je wyeliminować.

UWAGA! Niektóre z linków w tekście to linki afiliacyjne, co oznacza, że otrzymam prowizję lub inny benefit, jeśli w nie klikniesz i zdecydujesz się na zakup. Nie polecam rzeczy, których naprawdę nie cenię, a afiliacja pomaga mi w rozwoju bloga, nie narażając cię na koszty. Dzięki za zrozumienie!

Nie zapisałeś postanowienia noworocznego

99% wszystkich postanowień noworocznych wykłada się na tym punkcie. Serio, jeśli ZAPISZESZ swoje postanowienie noworoczne, będziesz do przodu o lata świetlne przed większością ludzi na planecie. Dokładnie to przed 97% wszystkich ludzi na świecie, bo jak pokazują badania, tylko 3% osób zapisuje swoje cele. A dzięki temu osiągają 5 do 10 razy więcej, niż osoby, które tego nie robią.

Zapisywanie planów i celów na kartce albo elektronicznie konkretyzuje plany, nadaje im formę i pomaga do nich wracać w chwilach zwątpienia lub po prostu kiedy zapomnisz, co sobie postanowiłeś.

Czego używać? Cokolwiek jest dla ciebie wygodne. Możesz zapisać je w notesie, który nosisz zawsze przy sobie. Możesz zrobić PDFa, wydrukować i powiesić koło biurka. Możesz wreszcie – tak jak robię to i ja – założyć sobie osobny plik w notatniku online, na przykład w Evernote (z tym linkiem otrzymasz miesiąc subskrypcji premium w prezencie). Ważne, żebyś mógł do nich regularnie wracać (nawet i raz dziennie, a co!), żeby nie stracić z oczu swojego celu.

Próbujesz zmienić za dużo na raz

Czyli postanawiasz zmienić całe swoje życie, najlepiej już od stycznia. Przykro mi to mówić, ale nie da rady!

Jeśli do tej pory głównie siedziałeś przed telewizorem / komputerem, nie odkładałeś żadnych pieniędzy, zamawiałeś żarcie online i pracujesz na najniższym możliwym stanowisku w swojej firmie, to potrzeba byłoby tytanicznej wręcz pracy, by do końca roku stać się wysportowanym, zdrowo się odżywiającym prezesem z oszczędnościami na rok.

Jesteśmy sumą własnych przyzwyczajeń, a te zmienić tak trudno dlatego, że jest nam wygodnie tak jak jest. Inaczej nie byłyby to nasze przyzwyczajenia. Nawykami, ich poprawą i zmianą zajmiemy się w kolejnych miesiącach – dziś najważniejsze jest, żebyś wyniósł z tego tekstu jedną rzecz:

Nie bierz za dużo na siebie za pierwszym razem. Skup się na kilku najważniejszych obszarach życia i zaplanuj maksymalnie kilka (2-3) celów. Osobiście najbardziej lubię przyjrzeć się takim obszarom życia: praca, rozwój, rodzina i przyjaciele, pieniądze, zdrowie – i w ich obszarach szukam najważniejszych dla siebie celów na dany rok. Ty na początek wybierz 2-3 wartości, które cenisz najmocniej i zaplanuj po jednym celu. Naprawdę, tyle wystarczy.

Alternatywnie wykorzystaj pomysł z hasłem/motywem przewodnim, który podpatrzyłam u Mari Smith. Jakie JEDNO słowo powinno opisywać twój przyszły rok? Co musisz zrobić, jakie cele zaplanować, by tak się stało? Moim słowem 2019 roku jest WOLNOŚĆ (w wielu aspektach) i większość moich celów właśnie do niego będzie nawiązywać.

A jakie będzie twoje słowo 2019 roku?

Twoje cele są zbyt ambitne

Jest takie powiedzenie, że człowiek przecenia ile może zrobić w ciągu roku, ale nie docenia, ile może zrobić w ciągu dziesięciu lat. Podczas określania noworocznych postanowień widać to jak na dłoni.

„Ale cele powinny być ambitne!” napiszesz zaraz w komentarzu i ja się z tym oczywiście zgadzam. Ale im ambitniejszy cel, tym więcej czasu potrzeba na jego zrealizowanie – i nie zawsze wystarczy na to 12 miesięcy!

Podobnie jak z ilością celów – przystopuj trochę. Lepszy mniejszy cel, który osiągniesz niż nierealny, który porzucisz po miesiącu.

I znów – nawykami zajmiemy się jeszcze na blogu, ale już dziś polecam ci moją ulubioną książkę w tym temacie, czyli Mininawyki, która uczy bardzo rozsądnego budowania malutkich nawyków, które składają się potem na duże i ambitne cele. Mininawyki kupisz w wersji ebookowej tutaj, w audiobooku tutaj, a w papierze tutaj.

Masz marzenia, a nie cele

Czym się różnią cele od marzeń? Są konkretne, mierzalne, osadzone w czasie.

Zamiast „zacznę się odchudzać w tym roku” postanawiasz „schudnąć 10 kg do 30 czerwca”, a zamiast „czytać więcej książek” postanawiasz przeczytać co najmniej 30 pozycji do końca roku.

Konkretne, mierzalne cele ułatwiają dochodzenie do nich, bo zawsze, w każdym momencie będziesz mógł sprawdzić, jak daleko od ich wykonania jesteś. Jest co najmniej kilka metod wyznaczania dobrych celów – od najpopularniejszego SMART po bardzo przyjazny OKR – więcej na temat metod ustalania celów znajdziesz w tym tekście.

Żeby nie zostawiać tego podpunktu bez praktycznej wskazówki dodam, że najłatwiej mierzy się budowanie nowych nawyków. Na rynku znajdziesz mnóstwo przydatnych aplikacji mobilnych – jak chociażby Habitbull (którego sama używam) czy Habitify. A jeśli masz ochotę na rozpisywanie większych, odważniejszych projektów, to niezastąpionym narzędziem będzie Nozbe (otrzymasz miesiąc konta premium gratis, jeśli dołączysz z tego linka), z którym zresztą szykujemy dla Was małą niespodziankę na koniec miesiąca.

Nie korzystasz z pomocy

„It’s dangerous to go alone – take this!” – jeden z najpopularniejszych cytatów w historii gier komputerowych znajduje zastosowanie również i tutaj.

Zmiana dotychczasowych przyzwyczajeń to spore wyzwanie. A skoro tak, to trzeba na nie sposobu. Te najprostsze są dwa: można poprosić kogoś o pomoc, lub zaopatrzyć się w „pomoce dydaktyczne”. Najlepiej zastosować oba naraz.

  1. Nie działaj sam. Znajdź kogoś, kto ma taki sam cel jak ty i motywujcie się wzajemnie – idźcie razem pobiegać, motywujcie się do czytania książek, wspierajcie w rzucaniu palenia. Realizowanie celów z sojusznikami to jedno z podstawowych założeń chociażby Superbetter, książki którą mocno zachwycałam się w zeszłym roku.
  2. Korzystaj z technologii! Nie ma chyba drugiej takiej dziedziny życia jak rozwój osobisty, w której tak bardzo można pomóc sobie technologiami – są gadżety (jak chociażby mój ukochany FitBit czy świetna waga elektroniczna z Gearbesta), kursy, aplikacje, a nawet smart-plannery. Mierz, zapisuj, monitoruj a zobaczysz, o ile łatwiej będzie ci dotrzymać noworocznych postanowień! A tu znajdziesz aż 20 aplikacji, które mogą ci towarzyszyć w wypełnianiu postanowień.

Planujesz w złym momencie roku

Jak już pisałam we wstępie, przełom starego i nowego roku to magiczny czas, w którym rodzi się w nas chęć zmiany. Przy okazji najczęściej to… najmniej odpowiedni moment na jakiekolwiek postanowienia.

Dlaczego? Ponieważ jest buro, zimno i szybko robi się ciemno. To chyba najmniej sprzyjający motywacji moment w roku. Mamy wtedy zdecydowanie najmniej chęci i idę o zakład, że wytrwasz w swoich postanowieniach o wiele krócej, niż gdybyś zaczął wiosną czy latem.

Z drugiej strony, jesteśmy rozleniwieni świętami. Objedzeni i senni. To czas odpoczynku, refleksji i powolnego budzenia się z zimowego letargu, a nie intensywnej pracy nad sobą. Właśnie dlatego większość postanowień zaczyna się i kończy w głowie – wcale się nie dziwię, bo ja też ostatnie o czym myślę, to wyjście z domu pobiegać przy styczniowej temperaturze.

Czy jest na to jakieś rozwiązanie, oprócz przerzucenia planów na inny miesiąc? Przede wszystkim nie warto przywiązywać się do dat, a do efektów. Jeśli wymarzonych -10kg na wadze nie osiągniesz do lata, a np. do listopada, to i tak zrealizujesz swój nadrzędny cel – będziesz zdrowszy, będziesz lepiej wyglądał i lepiej się czuł. Więc może zamiast postanowień noworocznych spróbujesz postanowień lutowych? To idealny czas, by przez cały styczeń zastanowić się, czy to wyłącznie kaprys, czy ważny dla ciebie cel.

Inną opcją jest korzystanie z konkretnych systemów planowania i zarządzania celami, dzięki którym określasz własne warunki realizacji konkretnych planów i uwalniasz się od tych koszmarnych noworocznych postanowień. Jeden z nich, Trzy Poziomy (zwane obecnie Szkołą Ustalania Celów) Mirka Burnejko, stosuję z powodzeniem od października zeszłego roku. Więcej w tym temacie jeszcze w styczniu!

Działaj!

Po przeczytaniu tego tekstu nie wracaj do scrollowania Facebooka, ale już teraz określ najważniejsze cele na ten rok. Najlepiej wypisz je pod tym tekstem, w komentarzu, żebyśmy mogli motywować się wzajemnie. Jeśli potrzebujesz wsparcia, koniecznie zajrzyj na mojego instagrama, gdzie zmagam się z codziennością albo dołącz do grupy fanów życia smart.

Pamiętaj też, by zapisać się do lifegeekowego newslettera – już pod koniec stycznia podzielę się tam ekskluzywnymi treściami wyłącznie dla subskrybentów!