Okazuje się, że w gorące dni jak te ostatniego lata, to nie piłka nożna jest sportem narodowym Polaków, a… grillowanie. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie syf, sadza i wszechobecny dym. Na szczęście na rynku pojawiło się rozwiązanie – bezdymny grill. Jak sprawdza się w praktyce? Zobaczmy.

Na jednym z typowych weekendowych wypadów okołogrillowych przetestowałam bezdymny grill Florabest, który pojawił się w czerwcu w Lidlu. Nie jest to jednak wymysł niemieckiego dyskontu, bo podobne urządzenia znajdziecie też w regularnych sklepach, w tym internetowych. 

Grill bezdymny Lidl w praktyce

Jak działa bezdymny grill?

W środku misy grilla znajdziesz specjalną komorę, do której wsypuje się niewielką ilość węgla drzewnego lub brykietu. Grill wyposażony jest w system wymuszonego obiegu powietrza, który podsyca zapalone paliwo i szybko nagrzewa urządzenie, jednocześnie rozwiewając dym. 

Wiatrak napędzający grill potrzebuje baterii (cztery paluszki AA), a dzięki pokrętłu wbudowanemu blisko podstawy urządzenia, możesz kontrolować moc obiegu powietrza, a przy tym moc opiekania grillowanych potraw.

Grill bezdymny Lidl w praktyce

Grill bezdymny zbudowany jest jak duża, plastikowa (z zewnątrz) misa, w której centrum znajduje się miejsce na brykiet. Nie ma żadnych nóżek (w moim nie było również pokrywy, choć się zdarzają), więc z powodzeniem można postawić go np. na biwakowym stoliku, albo jak zapewniają niektórzy producenci – nawet i na balkonie (nie próbowałam, nie namawiam, tylko wspominam o możliwości ;)).

Wygląda bardzo schludnie i nie nagrzewa się z zewnątrz (na bokach), dzięki czemu nawet na wystawnej imprezie nie będziesz musiał wstydzić się za przypaloną kratkę czy osmalone brzegi. 

Grill bezdymny Lidl w zbliżeniu

Średnica rusztu to około 32 centymetry. To mniej więcej tyle, ile standardowe, sklepowe grille. Dość, by pomieścić 3-4 kiełbaski albo kilka sztuk mięsa. W sam raz na niewielkie grillowanie w gronie znajomych.

Każdy z bezdymnych grilli (zarówno ten Lidlowy, jak i te znalezione w sieci) ma w zestawie poręczną torbę, która zabezpieczy go podczas przenoszenia z miejsca na miejsce i nie pozwoli się pobrudzić po skończonym grillowaniu. 

Pieczenie na bezdymnym grillu

A jak to się wszystko sprawdza w praktyce? Nie będę cię trzymać dłużej w niepewności i powiem, że ZNA-KO-MI-CIE. Po pierwsze, grill nagrzewa się niesłychanie wręcz szybko. Dosłownie kilka minut i urządzenie było gotowe do pracy.

Co ciekawe, na samym początku grill bezdymny okazał się… całkiem dymny! Być może to wina użytego brykietu lub podpałki, ale pierwsze kilka minut unosiło się z niego całkiem sporo dymu, co zresztą możecie zobaczyć na zdjęciach. Jednak kilka chwil później nie było już ani śladu po gryzących oparach i mogliśmy zabrać się do prawdziwych testów.

Wbrew moim obawom, kiełbaski przyrządzane na bezdymnym grillu nie wysuszyły się, a przypiekły i zbrązowiały dokładnie tak, jak trzeba (lubię spalone kiełbasy, więc proszę mnie nie oceniać :D). Pieczenie trwało mniej więcej tyle samo, ile normalnie – o ile nie krócej, a mięso było dobrze zagrzane, chrupiące i dokładnie takie, jak zawsze.

Grill bezdymny kiełbaski

Co ciekawe, konstrukcja bezdymnego grilla sprawia też, że podczas pieczenia cały tłuszcz zbiera się w misie, a nie spada na brykiet. Dzięki temu jedyne szkodliwe substancje, jakie się wydzielają, to potencjalnie te z za mocno przypieczonej kiełbaski, a nie z tłuszczu kapiącego na węgiel. Dodatkowy profit.

Ostatnią zaletą bezdymnego grilla jest niskie zużycie paliwa. Do pojemnika na węgiel wrzucasz dosłownie kilka grudek, które dzięki wiatraczkowi napędzają całość dobre kilkadziesiąt minut. W trakcie pierwszego testu dosypywaliśmy węgiel dosłownie raz, a na świeżym powietrzu spędziliśmy dobre 2-2,5 godziny.

Bezdymny grill a czystość

Jeśli chodzi o sprzątanie po całej imprezie, to tu też mogę wypowiadać się tylko w samych superlatywach. Na koniec wystarczy go po prostu wyłączyć i poczekać, aż trochę się ostudzi. 

Usuwanie węgla jest banalnie proste (wysypujemy z pojemnika pozostałości), a dzięki wspomnianej wcześniej torbie możemy bez problemu przenieść urządzenie do domu, by je dobrze wyczyścić.

I tu też dobra informacja – większość grilli bezdymnych można myć w zmywarce! 

Grill bezdymny Lidl – podsumowanie

Z przypadkowego gadżetu znalezionego na półce w Lidlu zrobił się obowiązkowy towarzysz każdej grillowej imprezy. Grill bezdymny łatwo się przenosi, szybko nagrzewa, a do tego przyrządzanie na nim potraw jest zdrowsze i przede wszystkim – bezdymne.

Ten ostatni punkt dla amatorów dań z rusztu może być wadą – któż z nas w końcu nie lubi tego charakterystycznego, dymnego posmaku grillowanych potraw? Ale wędzenie najlepiej i najbezpieczniej zostawić sobie na profesjonalne, dobrze wentylowane urządzenia. 

Jeśli za to szukasz czegoś lekkiego, przenośnego, łatwego do rozstawienia i przede wszystkim – jeśli do tej pory co sezon kupowałeś tandetne grille w supermarketach, zrobione z materiałów niewiadomego pochodzenia i nieporęcznych jak jasne nieszczęście – to bezdymny grill jest właśnie dla ciebie.

Idealnie sprawdzi się na campingu, imprezie plenerowej albo małej działce, na której nie ma stacjonarnego grilla. Nie będzie przeszkadzał sąsiadom, a tobie zapewni szybkie i smaczne jedzenie. No i nie będziesz musiał w nieskończoność stać nad rusztem.

Grill bezdymny z Lidla czy markowy?

Odkąd Lidl otworzył sklep, można bez problemu kupić grill bezdymny właśnie tam Ale na rynku jest też wiele dobrych odpowiedników, których co prawda nie testowałam, ale ufam że tak samo dobrze (jak nie lepiej!) spełnią swoją rolę. 

Chyba jednym z najlepszych urządzeń tego typu jest LotusGrill, który w przeciwieństwie do lidlowego ma jeszcze pokrywkę i kilka kolorów. W podobnej do dyskontowej cenie znajdziesz też Kansas grill. Być może znany dyskont zdecyduje się też kiedyś odświeżyć asortyment – warto się za bezdymnym grillem rozglądać!