Majówka nieodmiennie kojarzy mi się z aktywnością. Wiecie, to jest taki czas, kiedy trzeba wreszcie wyjść zza firewalla, poprzebywać trochę z naturą, posiedzieć z laptopem na świeżym powietrzu… ;)

A tak całkiem serio, to nawet jadąc w sam środek niczego, można zabrać kilka ciekawych gadżetów, które umilą ten czas.

W tym przewodniku znajdziesz informację, co zabrać na weekend majowy w góry i na camping – czyli tam, gdzie najczęściej w tym czasie jeżdżę sama.

Większość gadżetów znajdziesz w polskich sklepach, a każdy z nich opatrzony jest odpowiednim linkiem.

CO ZABRAĆ NA MAJÓWKĘ? GADŻETY NA WEEKEND MAJOWY

ŁĄCZNOŚĆ ZE ŚWIATEM

1.  Dobry powerbank

Przede wszystkim należy zadbać o łączność ze światem wszystkich elektronicznych sprzętów, które mamy zamiar zabrać ze sobą. W tym przypadku idealnym wyborem jest powerbank. Na zdjęciu powerbank HAMA Joy 10400mAh, który sama mam i cenię. Jeden kabelek do ładowania powerbanka i sprzętu + opcja podpięcia drugiego sprzętu.

https://mediamarkt.pl/telefony-i-smartfony/powerbank-hama-joy-10400mah-czarny

https://mediamarkt.pl/telefony-i-smartfony/akcesoria/powerbanki

2. Nawigacja turystyczna

2. Prysznic solarny

Prysznic solarny

Skoro podstawowe potrzeby życiowe każdego geeka są już zaspokojone ;), pora zacząć wyglądać trochę bardziej wyjściowo.

Na campingu przed społecznym wykluczeniem ochroni Cię prysznic solarny. To taki zgrabnie skonstruowany pojemnik na wodę, który należy napełnić wodą, a następnie położyć na słońcu, by się nagrzał. Tak, ty możesz położyć się zaraz obok niego. ;)

Czarny kolor i łatwo nagrzewający się materiał sprawią, że w ciepły dzień woda do kąpieli będzie gotowa szybciej niż zdążysz powiedzieć najdłuższe na świecie słowo (które przy okazji jest związkiem chemicznym).

Potem już tylko podłączasz słuchawkę (dołączoną do zestawu) i cieplutka kąpiel gotowa.
Prysznice solarne nie są już dzisiaj niczym niezwykłym i w zasadzie można je kupić w dobrych sklepach outdoorowych. Polecam.

3. BioLite – przenośna kuchenka dla geeków

Biolite

Wiadomo, że na campingi pizzy raczej nie dowożą, więc trzeba zacząć dbać o jedzenie samemu.

Co bardziej wprawieni biwakowicze-czytelnicy Life Geek zapoznali się już przynajmniej raz w życiu z przenośną kuchenką gazową – tym nieporęcznym, wkurzającym i ciężkim urządzeniem, dzięki któremu można zjeść ciepły posiłek bez konieczności ciągłego rozpalania ogniska.

Można oczywiście zabrać ze sobą kuchenkę zwykłą, ale można też kuchenkę BioLite. Co w niej takiego nietypowego? Jest lekka, można w niej palić gałązkami znalezionymi w lesie (i to całkiem niedużymi) i bardzo szybko się nagrzewa.

Nudy? No to teraz coś ubergeekowego. BioLite przetwarza ciepło na… energię elektryczną, dzięki czemu jest nie tylko przenośną kuchenką, ale i ładowarką naraz. How cool is that?!

4. Grill solarny

cookup

Oczywiście niektórzy spędzą majówkę bycząc się na grillu, w takim wypadku koniecznie należy zaopatrzyć się w urządzenie do przyrządzania kiełbach, oczywiście solarne.

Grill solarny od ID Cooka podobno rozgrzewa potrawy do prawie 200 stopni Celsjusza i oprócz futurystycznego wyglądu, którego będą zazdrościć Ci znajomi, całkiem szybko radzi sobie z upieczeniem ulubionych grillowych potraw.

Gdyby tylko nie ta zabójcza cena (prawie 300 dolców)…

5. Looftlighter – turbo-zapalarka

Looftlighter

Tak naprawdę punkt czwarty był małą podpuchą. ;) Ale ten jest zdecydowanie czymś, na co każdy geek może sobie pozwolić.

Looftlighter to nic innego, jak zapalarka do grilla. Odróżnia się głównie tym, że wykorzystuje do rozniecenia ognia powietrze o temperaturze prawie 700 stopni. To dokładnie tyle, ile temperatura gazów wylotowych z turbinowego silnika śmigłowca! Czyli osom i jest już o czym pogadać przy piwku.

Drugie osom to czas rozpalania, bo Looftlighter potrzebuje zaledwie 1-2 minuty na przygotowanie grilla na majówkową ucztę. Maksymalny czas pełnego rozpalenia (nie tylko grilla, ale i kominka), to 5 minut.

Dodatkowo zapalarka posiada otwieracz do piwa, co jest po prostu wisienką na torcie.

Jedyny minus to fakt, że do pracy potrzebuje ona prądu. Ale skoro już ustaliliśmy, że jako pierwszy i najważniejszy element na liście zabieramy powerbanka… ;)

6.  Earl – survival tablet

Earl survival tablet

Earl to wszystko, co powinno mieć prawdziwe, męskie urządzenie, na prawdziwym, survivalowym wyjeździe. Taka elektronika dla ludzi, którzy żują pszczoły zamiast jeść miód i takie tam. ;)

A tak całkiem serio, działający na Androidzie 4.1 tablet posiada GPS, łączność radiową (walkie-talkie) i bardzo szczegółowy czujnik pogody (ciśnienie, opady, temperatura itp.). Wszystko opakowane w urządzenie wszystkoodporne, z oszczędzającym energię e-papierowym ekranem oraz ładowaniem poprzez (tak, znowu!) energię słoneczną.

Dla prawdziwych hardkorów.

Niestety, dla hardkorów jest również cena, po raz kolejny prawie 300 dolców.  Przy czym byłabym dużo bardziej skłonna wydać je na taki gadżet, niż na skrzyżowanie anteny satelitarnej z podgrzewaczem kiełbasek.

7. Jambox – przenośny głośnik

Dezeen_Big-Jambox-by-Yves-Behar-for-Jawbone-2

Choć do wysypki doprowadza mnie odsłuchiwanie na głos wątpliwej jakości hip-hopu przez nastolatków w autobusach i tramwajach, to jednak uważam, że bez dobrej muzyki camping się nie obejdzie. Oczywiście chodzi o muzę, która poziomem głośności nie będzie powodować ścinania się jaj wszystkich dzikich ptaków w promieniu 50 kilometrów.

Do tego (słuchania muzy, nie ścinania jaj) posłużyć może na przykład Jambox, czyli przenośny głośnik wyprodukowany przez producenta mojego ukochanego Jawbone.

→ Czytaj też: Recenzja Jawbone UP

Jambox to głośnik na Bluetooth, który możesz sparować z dowolnym urządzeniem, na przykład z komórką. Oprócz dobrego dźwięku, ma również bardzo fajny, designerski wygląd, którym będziesz mógł wzbudzać zazdrość innych osób na campingu.

Jambox służyć może nie tylko jako głośnik, to również na przykład zestaw głośnomówiący dla Twojego telefonu, a dzięki wielopunktowemu połączeniu Bluetooth pozwala na sparowanie więcej niż jednego urządzenia jednocześnie. Co oznacza, że możesz np. gadać z kimś oraz nagłaśniać właśnie ogrywaną gierkę na tablecie. Cool.

8. Powerball – czas się poruszać!

Powerball

Oczywiście wierzę, że wszyscy jak jeden mąż będziecie spędzać aktywnie całą majówkę ;), ale w razie gdyby nie, zadbajcie chociaż o swoje ręce i nadgarstki, zmęczone od wiecznego klepania na klawiaturze.

Mało kto wie, że bez odpowiednich ćwiczeń taki tryb pracy może się skończyć tak zwanym zespołem cieśni nadgarstka, dość bolesnym i nieprzyjemnym schorzeniem, którego leczenie może zająć nawet kilka miesięcy.

Rozwiązaniem, przy okazji dającym dużo frajdy, jest powerball – mała piłeczka z żyroskopem w środku. Cała zabawa polega na rozkręceniu wirnika znajdującego się w zabawce do jak największej prędkości i oczywiście utrzymanie jej w tym czasie w rękach (co może być dość problematyczne, bo im szybciej powerball się obraca, tym więcej siły potrzeba).

Powerball ćwiczy nadgarstek, mięśnie przedramienia i jest świetną zabawą dla wszystkich, którzy na co dzień przesiadują za dużo przed komputerem.

Do tego praca z powerballem zdecydowanie liczy się jako ćwiczenia, nawet jeśli w tym czasie jesz kiełbaskę i zapijasz kolejnym piwem. ;)

A na koniec, jestem bardzo ciekawa…. Jakie geek-gadżety Wy zabieracie na majówkę?

Foty ukradłam stąd, stąd, stąd, stąd, stąd i stąd. Przepraszam.

Główne: greenland_com via photopin cc